Cukierkowe macierzyństwo

Bardzo źle jest przedstawiane macierzyństwo w mainstreamie. W social mediach, a zwłaszcza na instagramie, królują róże, bajeczki, sielanka i cukierkowość. Tak samo w reklamach. Wszędzie z gara kipie miłość, miód, sielanka i ogólna szczęśliwość. Niestety ten fałszywy obraz jest odbierany jako prawdziwy, a co za tym idzie, wiele świeżo upieczonych mam przeżywa olbrzymie rozczarowanie, żeby nie powiedzieć załamanie, w zderzeniu z rzeczywistością.

Zakłamany obraz powoduje też, że większość kobiet nie przygotowuje się odpowiednio do zajmowania się noworodkiem. Bo przecież to musi być proste. W końcu mamy instynkt macierzyński, który powie nam, co i jak 🤣

Niestety ludzie takiego instynktu nie mają już od dawna… Stąd na grupach FB tyle postów na temat różnych problemów, tyle żali, tyle pytań odnośnie dziecka. Bo nasz instynkt nie istnieje – narodziny dziecka nie powodują otwarcia jakiejś klapki w mózgu, za którą niby to znajduje się wiedza pierwotna o wychowaniu potomstwa. Nic z tego. Dziecka trzeba się nauczyć. To „docieranie się” u jednych trwa miesiąc, u innych 3, a u jeszcze innych nigdy się nie wydarza.

Dlatego macierzyństwo jest trudne. Sama pierwsze miesiące posiadania dziecka uważam za najgorsze. U nas doszło szukanie odpowiedniego mleka (po traumatycznym porodze nie miałam laktacji, a nawet nie zakładalam, że będę dziecko karmić inaczej niż piersią), alergie, złe rady położnej laktacyjnej (jednak od czasu do czasu trzeba wyciągnąć ten laktator i sprawdzić, ile ma się pokarmu. Moja szpitalna położna demonizowała to urządzenie jak mogła) i lekarzy…

Oczywiście jak sępy zebrali się członkowie rodziny i bombardowali nas o możliwość odwiedzin, dawali cudowne rady, krytykowali itd. Tego się spodziewaliśmy, bo nasze dziecko jest pierwszym w tym pokoleniu, możliwe zresztą, że jako jedyni dzieci mieć będziemy. W każdym razie musieliśmy jeszcze znaleźć siły na odpieranie ataków ze strony „wygłodniałych” rodziców, którzy od wielu lat czekali na wnuki. Po kilku ostrych kłótniach spuścili z tonu, ale dalej mają wyskoki – o tym w innym poście.

Brak wsparcia ze strony najbliższych, a wręcz agresja, pretensje itd. wcale nie zachęcają do posiadania kolejnego dziecka. Albo po prostu zachęcają do nie mówienia o nim rodzicom.

Do tego dochodzą wielomiesięczne burze hormonalne, pociążowe ciało, zmęczenie, stres i wiele innych trudności. Dla wielu kobiet rezygnacja z wolności na rzecz bycia „niewolnikiem” niemowlęcia jest nie do zniesienia. Nie można już robić tego, co się chce, często trzeba przerwać pasje (np. stylizację mebli, podróże, kursy), bo nie ma na nie miejsca i czasu. O karierze już nie wspominając. A w tym wszystkim jest sfrustrowana kobieta, czasem sama, bez wsparcia, z pracą niejako 24/h. Nie piszę tu o patologii i dejach z olx, chociaż tego typu elementy dołożyły jeszcze normalnym kobietom, które stały się dla niektórych wrogiem nr 1, bo mają dziecko…

Szkoda, że niemal nigdzie nie ma prawdziwego obrazu macierzyństwa, a wsparcie częściej otrzymuje się od obcych ludzi z internetu niż od bliskich. W szkołach rodzenia również wszystko jest piękne i proste, często nie ma ani słowa nawet o biologicznych aspektach tego, co się z kobietą dzieje po porodzie. To bardzo smutne.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij